Kot Frykas

03:50

Przekopując strych i parę rzeczy z dzieciństwa, trafiłam na mojego starego kumpla!
Oto, Moi Drodzy, kot o imieniu Frykas.
Kota szyłam razem z mamą, według swojego, wcześniej skrupulatnie zrobionego, projektu (którego niestety nie znalazłam). "Maszynowe" działanie w większości należało do mamy, natomiast ten piękny haft (oczka, łapki, nosek), to już tylko i wyłącznie moja zasługa!

Ta mała paskuda spędziła ze mną kawał czasu.
 Długie łapki, można było zawiązać i nosić Frykasa jako wątpliwie gustowną torebeczkę. Można też obwiązać je w okół szyi i mieć równie piękny zagłówek. Bardzo praktyczna rzecz w podróży. Albo po prostu, paradować z taką śliczną maskotką i czerpać satysfakcję z zazdrosnych spojrzeń, innych dzieci.  (Bo chyba, nie były to spojrzenia pogardy, prawda?)




PROPONOWANE

6 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. No nietrudno się zakochać. :3
      Ale! Hola hola! Pamiętaj, że one jest mój. Wara (jakby co)

      Usuń
  2. Haha, też mam jeszcze nietoperza z dzieciństwa, u mnie sprawa była odwrotna - ja go w większości zszywałam mozolnie łapkami (broń Boże maszyną), ale nosek i inne szczegóły wyszyć musiała babcia... był zabierany na wszystkie wycieczki, bo miał za mało waty w brzuchu, więc dało się go wygodnie zwinąć jak naleśnik :D
    A Frykas jest cudowny, zaprojektowany bezbłędnie (te wysmakowane kolory!) i uważam, że powinnaś go jeszcze czasem obnieść, jako niewątpliwie gustowną torebeczkę ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. khm khm. To ja się też przyznam. Miałem myszę. Taką z dłuuugimi łapkami. Co prawda nie miała takiej frykasowej jakości, była szara (jak to mysza) i bardziej PRL-owska, ale bardzo ją lubiłem.
    Dość często w przypływie emocji, np po obejrzeniu filmu z Brucem Lee, służyła mi jako sparring partner. Nigdy nic jej nie odpadło, taka była twarda ta moja mysza. Myślę że Frykas miałby z nią ciężki orzech do zgryzienia ;) Ciekawe, czy jeszcze gdzieś jest...

    (faktycznie, fajne ma kolory ten twój kot)

    OdpowiedzUsuń