Mam Czerwonego Kapturka! (dziwne, nie?) I jaram się strasznie. To moja pierwsza książeczka (mam nadzieję, że nie ostatnia!), którą zrobiłam dzięki Brambli. (i można ją u niej kupić. O tu.)
Fajnie (wiadomo) napisał o nim Lupus. O tu.
A o tu jest jeszcze trochę więcej zdjęć książeczki.
(za dużo tekstu w nawiasach.)
(za dużo, kurczę.)
(za dużo tekstu w nawiasach.)
(za dużo, kurczę.)
Czerwony Kapturek to książeczka obrazkowa, która ma na celu zachęcić dziecko do budowania własnej opowieści na podstawie klasycznej bajki Charlesa Perrault. Opowiadanie pozwala dziecku na ciekawe eksperymenty z językiem i swobodną ekspresję swojej osobowości, natomiast zakotwiczenie opowieści w znanej bajce, daje małemu narratorowi poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Ta zabawa ze słowem jest jednym z najważniejszych elementów budowania kompetencji językowej i komunikacyjnej u przedszkolaków.
Książeczka zostaÅ‚a od poczÄ…tku zaprojektowana z myÅ›lÄ… o dziecku – jest lekka, ma niewielki format, a papier o dużej gramaturze uÅ‚atwia przewracanie kartek. Ilustracje sÄ… caÅ‚kowicie pozbawione tekstu, żeby nie rozpraszać uwagi dziecka podczas tworzenia opowieÅ›ci. Dodatkowo, aby bardziej zaangażować dzieci w Å›wiat obrazu, na skrzydeÅ‚ku okÅ‚adki umieszczono wiele szczegółów, które można zapamiÄ™tać i odszukać na ilustracjach.
AutorkÄ… ilustracji jest Izabela Dudzik, która umiejÄ™tnie buduje atmosferÄ™ magicznego lasu, gdzie wszystko może siÄ™ zdarzyć. A w tej bajce naprawdÄ™ wszystko jest możliwe, bo tu dzieci same decydujÄ… o losach bohaterów. Nie zapomniano jednak o starszych czytelnikach – na koÅ„cu książki znalazÅ‚a siÄ™ tekstowa wersja Czerwonego Kapturka, którÄ… napisaÅ‚ Marek Jagielski.
W zeszłym roku byłam sobie w Stalowej Woli na warsztatach komiksowych. Zafundować sobie takie wakacje można, biorąc udział w konkursie, a najlepiej to w nim coś wygrywając.
Poznałam tam wielu świetnych ludzi, porysowałam, pomalowałam (na murze!), poprojektowałam, popiłam. Ogólnie wybawiłam się co niemiara! Polecam każdemu, i nie tylko ze względu na piwko i darmo żarcie.
W ramach warsztatów, mieliśmy za zadanie zrobić krótki komiks. Format nietypowy, bo miał się znaleźć na bilbordach w Stalowej. (ale, że się nie znalazł, to inna bajka) Komiks powinien być inspirowany jakimiś legendami. Miała być z tego mała antologia (ale, że nie ma, to inna bajka.) to za to jest wizualizacja.

Poznałam tam wielu świetnych ludzi, porysowałam, pomalowałam (na murze!), poprojektowałam, popiłam. Ogólnie wybawiłam się co niemiara! Polecam każdemu, i nie tylko ze względu na piwko i darmo żarcie.
W ramach warsztatów, mieliśmy za zadanie zrobić krótki komiks. Format nietypowy, bo miał się znaleźć na bilbordach w Stalowej. (ale, że się nie znalazł, to inna bajka) Komiks powinien być inspirowany jakimiś legendami. Miała być z tego mała antologia (ale, że nie ma, to inna bajka.) to za to jest wizualizacja.

Przekopując strych i parę rzeczy z dzieciństwa, trafiłam na mojego starego kumpla!
Oto, Moi Drodzy, kot o imieniu Frykas.
Kota szyłam razem z mamą, według swojego, wcześniej skrupulatnie zrobionego, projektu (którego niestety nie znalazłam). "Maszynowe" działanie w większości należało do mamy, natomiast ten piękny haft (oczka, łapki, nosek), to już tylko i wyłącznie moja zasługa!
Ta mała paskuda spędziła ze mną kawał czasu.
Długie łapki, można było zawiązać i nosić Frykasa jako wątpliwie gustowną torebeczkę. Można też obwiązać je w okół szyi i mieć równie piękny zagłówek. Bardzo praktyczna rzecz w podróży. Albo po prostu, paradować z taką śliczną maskotką i czerpać satysfakcję z zazdrosnych spojrzeń, innych dzieci. (Bo chyba, nie były to spojrzenia pogardy, prawda?)
Oto, Moi Drodzy, kot o imieniu Frykas.
Kota szyłam razem z mamą, według swojego, wcześniej skrupulatnie zrobionego, projektu (którego niestety nie znalazłam). "Maszynowe" działanie w większości należało do mamy, natomiast ten piękny haft (oczka, łapki, nosek), to już tylko i wyłącznie moja zasługa!
Ta mała paskuda spędziła ze mną kawał czasu.
Długie łapki, można było zawiązać i nosić Frykasa jako wątpliwie gustowną torebeczkę. Można też obwiązać je w okół szyi i mieć równie piękny zagłówek. Bardzo praktyczna rzecz w podróży. Albo po prostu, paradować z taką śliczną maskotką i czerpać satysfakcję z zazdrosnych spojrzeń, innych dzieci. (Bo chyba, nie były to spojrzenia pogardy, prawda?)























